polamane, porozcinane przemyslenia pierwszolistopadowe 02. listopada 2008 00:40:00

Suto zastawiony stol, wodka sie leje. Wokolo drewnianego blatu na nogach zebrala sie grupka niby wiedzacych o sobie wszystko a jednak czasami obcych ludzi. Ciagle konwersacje, smiech dzieci a w tle bezplciowo grajacy telewizor. Wykreowana atmosfera dekonspiracji i rozbrajania tajnych planow rzadu, dochodzenie swoich praw w tym demokratyczno-komercyjnym kraju. Jednak przy tym zgrabnie zachowany dystans do przedstawianych sytuacji podkreslony dwiema grubymi liniami przez cicha satyswakcje osiagniecia kasliwych pogladow, ktora skrzetnie jest ukrywana gdzies miedzy wierszami. Obrzydliwie gorace powietrze panujace w pomieszczeniu, pochadzace pierwotnie z rozpalonego drewna z pieca, dodatkowo podnosi temperature i cisnienie krwi. Zawsze to poznaje po wypiekach na twarzy babci, rowniez dodatkowo zmeczonej kolejna batalia z tatem stoczonej na polu sporu o czystosc instytucji koscielnych.

Strapiony cmentarnymi duchami przeszlosci, zameczony szroscia i beznadziejnoscia przyszlosci, wyindywidualizowalem sie i usiadlem na parapecie przyklejony do lekko uchylonego okna. Staralem sie zebrac kłęby mysli w jakas calosc. Opanowac paradoksalne podniecenie oprawy swiatecznej zafundowanej przez pogode. Szukalem jakiegos sensownego punktu zaczepienia by moc wyciagnac jakies wnioski z tego wyjatkowego dnia. Niestety los i tym razem mnie nie oszczedzil i dal kolejnego kopa mojemu sumieniu i niezla lamiglowke mojej pamieci, gdyz niewiadomo skad moja droga mi siostra mieszkajaca niedaleko mnie, ukula mnie swoja pogarada dla mnie i malo nie dobila swoim brakiem zaangazowania w rozmowe ze mna. Szukalem w przeszlosci faktow ktore mogly mnie naprowadzic na moj blad ktorego skutki odczulem dzis. Jednak jalowe przemyslenia doprowadzily tylko do pojawienia sie wielkiego metliku w mojej malej glowie.

Postanowilem dac szanse pomoc sobie. Wlaczylem Coldplay celem oczyszczenia mysli. Wyjzalem za uchylone okno. Poczulem smrod dymu z kominow, polaczonego z leciutki cieplym wiaterkiem masujacym policzki. Skierowalem wzrok w niebo, szykujace sie do zeslania nocy. Jeszcze dalo sie ujrzec koncowe promyki slonca. W takiej oto atmoswerze spojrzalem na suche galezie bezwiednie poruszajace sie napedzane sila wiatru. W jednej chwili uzmyslowilem sobie jak malo wiemy o sobie i innych ludziach. Wiem juz ze kazdy jest tak odlegly od poznania wlasnej osoby, co dopiero mowic o swoich bliskich. Ta mysl przechodzila wciaz po mojej glowie z racji tych zaczarowanych dni, ktora odbijala sie echem po mojej wyobrazni i jak kamien wrzucony w wode znieksztalcil moje mysli.

Wiem ze jestem sam. Wciaz sie do tego przyznaje przed soba. Nie raz chcialem wzbudzic polswiadomie pozalowanie u innych, bezdzwiecznie krzyczec: pomocy! Wciaz wpatruje sie w lustro starajac sie zobaczyc kogos kim nie jestem i nigdy nie bede.. Ludze sie ze moj duzy krzywy nos wcale nie jest taki brzydki, a oczy sa tak piekne jak nigdy. Przyznaje sie ze jak kazdy jestem lasy na komplementy, dokladnie tak jak wszyscy uzytkownicy portali na ktorych umieszczamy wlasne zdejcia. Ten dreszce emocji po dodanej fotce. Czy ktos mi cos powiedzial ladnego? Czy jakas nieznajoma powiedziala: o tak to ten przystojniak! .. Proznosc, glupota, idiotyczne marnowanie czasu - to ja zazwyczaj.

Bo przeciez mi mowili: nie kochaj jej, nie warto. Mowili pozniej : nie przejmuj sie, sa inne. Jescze pozniej mowili: wez sie w garsc mamro nie ma czasu na to! Dodajac: za pol roku nie bedziesz nawet pamietal jej imienia. Mija 5 miesiac a kazda godzina jest skazona mysla o niej. Pomyslec mozna: przeciez ty potrafisz mowic inaczej jak inni i masz takie gladkie uczucia, daj sobie spokoj z nieslowna dziewczyna. Ona wrocila do swoich dawnych marzen ktore zawsze miala pod reka i do kogos kim wzgardzala przy tobie a jednak z nim jest. Paradoks?

I wtedy zrobil mi sie mokry policzek.To od dymu. Napewno od dymu.


pablitinho

Komentarze (0) ||0|| /comments/polamane-porozcinane-przemyslenia-pierwszolistopad
slowa kluczowe:
kategorie: cos na poczatek 01. listopada 2008 02:11:00

   Patrze jak zwykle o tej porze roku na strzeliste promienie umierajacego slonca. Zachwycam sie jego przebiegla i oryginalna kolorystyka. Nie raz zazdroszcze tej zarzacej sie kuli z niebios ze potrafi tak niepojetnie na kilka chwil zmienic swiat swym zachodem. Bo zawsze gdy zbliza sie wieczor czuje ten dresz bo wiem ze blado czerwone i jasno zolte barwy zmienia moje spojrzenie na rzeczywistosc. Mojej fantastycznej interpretacji pomagaja mi tysiace lisci ktore, kiedy nikt nie widzial zlecialy nam toz pod nogi.. zmieniajac caly krajobraz. Wczesniej kolorowaly drzewa wprawiajac w zdumienie ich obserwatorow. Byly opisywane milionami epitetow, schlubnymi okresleniami i otrzymywaly tyle komplementow. Jednak teraz spadly z tak wysoka i diametralnie ich pozycja zmienila sie we wszechswiecie. Z pieknych wyrzyn drzew spadly na sam dol, w bloto deptane bez szacunku. NIkt juz teraz nie pamieta o ich niegdysiejszej roli. Teraz nikt sie z nimi nie liczy albo i nawet sa wzgardzane bo ktos musi je uprzatac badz sie przewroci przez ich sliska powierzchnie.

I tak tez moje zycie sie zmienilo. Moge teraz wyraznie oddzielic swoja egzystencje na dwa etapy, rozniace sie ze soba bardzo znaczaco. Bylem na samej gorze dotykalem najwyzszych krancow. Szczescie przeszywalo w kazda strone. Jednak zycie pokazalo ze nadwrazliwosc jest jak bilet w jedna droge stad- w strone samotnosci, czyli upatku w bloto.

Wychodzac z takiej pozycji wyjsciowej poznalem otoczenie z pod wieloma wzgledami. Szedlem przez zycie sam i poznalem kazdy dzien osobno z innej strony lyckajac powietrze nasiakniete wysilkiem, staraniami ale odplacone tylko chwilami spedzonymi w samotnosci i bezkarnym lenistwie. Setki spacerow, miliardy mysli, dziesiatki ucieczek w samotnosc, kilka pomyslow i zadnych efektow. Taki mam bilans jak na dzis. Wciaz mi sie wydaje ze tkwie gdzies zawieszony ze swoimi zgryzotami nie potrafiacy na dluzsza mete zalapania tego optymizmu i zycia powszedniego jak inni. Wciaz niedospane sny, niedopowiedziane slowa, niespelnione checi dopadaja mnie co raz co dwa ktoregos dnia wtedy kiedy zazwyczaj najmniej tego potzebuje. Teraz sprzyajacą atmosferą takich wejsc w innny wymiar jest nastanie jesieni, ktora uwarzam i nazywam ja jako mlodsza siostre smierci.

Nie raz krocze na krawedzi zla nieswiadomie oddalam sie gdzies myslami niedosegly i obojetny wobec wiru codziennosci. Co nie raz odbijalo sie na mojej logicznej organizacji zawartej w rzeczywistosci. Chce soje emocje stopic w mocy serca i przetlumaczyc na jezyk ludzki. Pozniej przelac to na elektroniczny papier... Oto moje postanowienie wielkopostne.


pablitinho

Komentarze (0) ||0|| /comments/cos-na-poczatek
slowa kluczowe:
kategorie:

Ksiega


Brak linków
Brak kategorii


Made by Palurien
for elf site
Picture by NN


kitkat | taki-jeden-chlor | luiza-love | nudzi-mi-sie-ona | ziomus | Mailing